tel. 669 700 241

made by Studio Bakłażan
Copyright © Marcin Koszczyński 2017
Nie kradnij, przyjdź lepiej na trening!

tel. 669 700 241
Articles Tagged with: ciało
Zrozumieć, to nie to samo, co wiedzieć.

Zrozumieć, to nie to samo, co wiedzieć.

Sedno sprawy znajduje się na pograniczu dwóch słów: „wiem” i „rozumiem”. Moim zdaniem, jeśli wiesz, ale nie praktykujesz, to tak naprawdę nie rozumiesz. Posiadasz jedynie pustą wiedzę, za którą nie idzie żadna mądrość.

Płać i płacz człowiecze
— w dowolnej kolejności  

Każdy z nas ma ciało, każde z tych ciał prędzej czy później odczuje skutki upływającego czasu, chorób cywilizacyjnych, zaniedbań, nawyków życiowych, ale również zdrowej diety i mądrego ruchu. Biznes oparty na naszych ciałach ma więc największy potencjał zarobkowy, a to dlatego, że jest tak powszechny. Ponad 150 mln złotych1 — tyle, my Polacy, wydajemy rocznie na leki homeopatyczne (a nie ma badań klinicznych, które jednoznacznie potwierdziłyby ich skuteczność). A to tylko kolejna gałąź rynku okołozdrowotnego, podobnie jak producenci suplementów diety czy odzieży sportowej, która u podstaw swych założeń ma wygenerować (rzecz jasna!) zysk. Biznes is biznes. Nic więcej, nic mniej. A o tym, że dźwignią handlu jest reklama, uczyliśmy się chyba wszyscy. To właśnie za jej pomocą producenci zdobywają nasze zaufanie, dzięki któremu w dobrej wierze wybieramy promowane przez nich produkty.  

Przysłuchując się przeciętnemu blokowi reklamowemu, dowiemy się, że niezbędne są nam: suple na mniej tłuszczu, specyfik na więcej mięśni, środki na detoks, siwiznę i eliksiry wiecznej erekcji. Na to wszystko coś na zespół niespokojnych nóg, zmęczoną głowę, wątrobę, włosy i coś dla ducha (i) świętego spokoju też się przyda. Hitem sezonu są buty do biegania po trawie dla osób z wysokim cholesterolem i okrutnie niskim IQ.  Na linię! Do startu! Gotowi! Start! i FRU do apteki, Decathlona, czy jakiegokolwiek innego miejsca kultu konsumpcji.

Przykład: Świat nauki wielokrotnie miał do czynienia z obalaniem mitów. Jeden z nich opisany jest w książce „Lek” napisanej przez Jo Marchant. Autorka przywołuje przykład fizjologa sportu, Tima Noakes’a, który postanowił zbadać pewien dogmat lansowany przez lobby przemysłu napojów dla sportowców, jakoby przyjmowanie półtora litra płynów na godzinę podczas biegu było zdrowym zaleceniem. Według jego badań takie ilości spożywanych płynów na godzinę powodowały zatrucie organizmu i były przyczyną tak zwanego załamania podczas wyścigu maratońskiego. Jak można się domyślić, badania prowadzone przez Noaksa, były niewygodne dla producentów napojów dla biegaczy. Oficjalne wytyczne dotyczące biegaczy zostały zmienione dopiero po 2002 roku, kiedy to w maratonie bostońskim 13% biegaczy uległo zatruciu wodnemu, a jeden z nich zmarł. Noakes podsumowuje „Ze starcia z amerykańskim przemysłem napojów dla sportowców przynoszącym miliardy dolarów rocznie wyniosłem taką naukę, że wiedzę medyczną można równie dobrze nagiąć, aby służyła czysto merkantylnym interesom, jak wykorzystać ją ”2

Just do it. Don’t do it! 

Można doszukiwać się tu niedostatku rozumu i braku świadomych decyzji, ale czy oby na pewno przeciętny Kowalski jest wszystkiemu winien, skoro od rana do wieczora, nieustannie wymaga się od niego analizowania tych wszystkich informacji, którymi zalewany jest każdego dnia z telewizora, telefonu, bilbordów na drogach. Przecież nie da się być specjalistą we wszystkim. Czy to go choć w jakimś stopniu usprawiedliwia z tego całego nieporozumienia?

Szum branży fitness (i nie tylko) jest na tyle sugestywny, że bardzo łatwo jest nam znaleźć się w potrzasku. Mądrze przemyślane hasła specjalistów od reklamy robią nam kiełbie we łbie. „Schudnij w trzy dni”, „Pozbądź się tego”, „Zrób tamto na wczoraj”, „Zadbaj o to i pozbądź się tamtego”, (…). Kupujemy pełni zaufania z nadzieją, że decyzje podjęte bez naszego rozeznania, oni podjęli uczciwie no i trafnie.

Wszyscy (bez nielicznych wyjątków) wymagają od nas pośpiechu. W życiu na turbo obrotach łatwiej o akceptację cudzych pomysłów. Nie mamy czasu, a już tym bardziej cierpliwości do podchodzenia z uwagą do każdej atakującej nasz informacji. Permanentnie zasypywani reklamami często podejmujemy decyzję z poziomu trybu autopilot. Tak po prostu jest nam łatwiej. Coś tam niby wiemy, ale nie do końca rozumiemy. Jesteśmy zwyczajnie przebodźcowani.

Producent tabletek na chandrę nie powie nam, abyśmy zwrócili uwagę na higienę snu i regularne zaczęli się ruszać. Firma obuwnicza nie uraczy nas reklamą produktu opatrzoną szczerym hasłem: „Nie biegaj do czasu aż wzmocnisz swoje słabe ciało.”

Zauważcie, do czasu kiedy trudno było o specjalistyczne obuwie do biegania (nie było jeszcze Decathlonu!), amatorów maratonów było nieporównywalnie mniej. Dzisiaj wszyscy biegają, a mało kto ma do tego „zdrowie” (o technicznym przygotowaniu nie wspominając). Mają drogie buty zamiast silnych stóp, profersjonalne apki na telefon zamiast świadomego oddechu.

Zrozumieć, to nie to samo, co wiedzieć.

Nie zapomnę chwili, gdy jeden z moich podopiecznych oznajmił, iż on wcale nie musi rozumieć swojego ciała, bo od tego jestem ja. Broniąc swojego stanowiska, posłużył się przykładem o zepsutym samochodzie. „Panie Marcinie przecież jak psuje się auto, to oddaję je do mechanika”. Otóż nie do końca. Posiadanie ciała to przywilej i dowód życia. Twoje ciało to Ty, a nie ja, a tym bardziej korporacja Reebok.

Sedno sprawy znajduje się na pograniczu dwóch słów: „wiem” i „rozumiem”. Moim zdaniem, jeśli wiesz, ale nie praktykujesz, to tak naprawdę nie rozumiesz. Posiadasz jedynie pustą wiedzę, za którą nie idzie żadna mądrość.

Jeśli chcesz zrozumieć, a nie tylko wiedzieć jak funkcjonuje Twoje ciało, to serdecznie zapraszam do oglądania serii pt. Przysiad (Jak zacząć przygodę z ruchem!). To podstawowe ćwiczenie może stać się pretekstem do mądrej pracy nad sobą i nauki filtrowania napływających informacji z wewnątrz ciała i zewnętrznych źródeł.

Media lansują wiedzę dotyczącą przysiadu opierającą się na faktach typu: jakie kupić buty, jakie duże mieć pośladki,  ile wykonać powtórzeń w serii, jak zbadać swój PR (personalny rekord). Wszystkie te działania nie biorą pod uwagę Ciebie, jako indywidualnej jednostki z mniejszymi, bądź większymi umiejętnościami. A to bardzo mało perspektywiczne i ograniczone myślenie, ponieważ w ogóle nie podejmuje sedna tematu, czyli umiejętności czytania informacji płynących z ciała, które są podstawą rozwoju. Mądry, świadomy i odpowiedzialny rozwój to właśnie zwrócenie uwagi na takie aspekty, które omawiam w filmach, czyli: rola mocnego fundamentu, jakim są stopy; mądre podejście do wzorców ruchowych; ograniczenia wynikające z budowy ciała lub nawyków życiowych (np. pozycja, w jakiej spędzamy większość dnia); świadomość mięśnia przepony i zarządzanie oddechem itp. To są właśnie tematy, z którymi w pierwszej kolejności należy się zapoznać, zaczynając przygodę z ruchem, a wszelkie rekordy, triki i gadżety to sprawa drugorzędna.

Twój ruch to Twoje ciało, Twoje ciało to Ty. Nie pozwól, by zostało ci odebrane. Skup się na umiejętności odczytywania bodźców płynących z wewnątrz (np. jak uruchomić przeponę), a nie informacjach napływających z zewnątrz (jakie kupić buty).

1 https://www.newsweek.pl/biznes/rozcienczony-biznes/1xekxrk
2 Jo Marchant, „Lek. Jak umysł wpływa na ciało”, wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2016, s.82.


Stawiasz za cel bycie zdrowym i sprawnym fizycznie? Krytycznie patrzysz na hasła „zrób formę w trzy dni”, „schudnij do wakacji” i „trenuj ciężko w markowym dresie, a osiągniesz sukces”? Albo inaczej rzecz ujmując, masz poczucie własnej godności, jesteś krytyczny, wymagający i ambitny. To z całych sił postaram się nie zmarnować Twojego cennego czasu. Cześć! jestem Marcin i zajmuję się ruchem.
Ciało to Twoja biografia, którą sam świadomie i kreatywnie tworzysz każdego dnia.

Ciało to Twoja biografia, którą sam świadomie i kreatywnie tworzysz każdego dnia.

„Bo wie Pan, pyknęła czterdziestka, wypadałoby się poruszać”, „Wracam do formy po porodzie”, „muszę zrzucić kilka zbędnych kilogramów”, „żona mi kazała do Pana zadzwonić”, „Ja to bym chciał kaloryfer na brzuchu, to będziemy robić szóstkę Weidera tak?”, „dopadła mnie jesienna deprecha, chyba muszę w końcu wyjść z domu”, „nie wiem, kiedy i skąd te kilogramy się wzięły, ale forma na lato musi być” „Chcę ładnie wyglądać na ślubie”

Tak mniej więcej zaczyna się 90% pierwszych rozmów z moimi podopiecznymi, myślę, że każdy trener, dietetyk, doradca żywieniowy ma podobnie. Sposób, w jaki mówimy o swoim ciele, idealnie ilustruje to, jak je traktujemy, co od niego oczekujemy i co mu ofiarujemy. O własnym ciele możemy myśleć na diametralnie różne sposoby niezależnie od jego stanu zdrowia czy wyglądu. Poniżej opisuję dwa. Z pierwszym większość klientów do mnie przychodzi, drugi to dla nich jedna z najważniejszych zmian dokonujących się w życiu.

1. Ciało jako skomplikowany schemat procesów życiowych takich jak trawienie, wydalanie, oddychanie, mruganie, które działają gdzieś tam w tle, a ty sam nie wiesz za bardzo po co?, jak? i dlaczego?, byleby tylko działało.

„Dopadła mnie jesienna chandra, zostanę dziś w domu”, „muszę zrzucić kilka zbędnych kilogramów” W obu przykładach chandra, kilogramy tłuszczu jawią się jako potwory z bajek, które nie wiadomo kiedy i w jaki sposób pewnego dnia dopadają nas i ujawniają się podczas porannego ważenia, czy braku motywacji do wyjścia na trening. A przecież jeszcze wczoraj tych 30 nadprogramowych kilogramów nie było, no nie? No właśnie nie…

– Nadwaga nie pojawia się z dnia na dzień. To się wypracowuje latami, setkami godzin w bezruchu (w siedzącej pracy, przed telewizorem, telefonem, w kinie), każdą pizzą, ciastkiem do kawy i piwem do meczu.
– Tak samo przykurcze w stawach. Pamiętasz, gdy jako dziecko spokojnie zawiązywałaś(eś) sznurówki w kucającej pozycji, robiłaś(eś) szpagaty i skakałaś(eś) przez płot? Co się z tym teraz stało, też w ciągu jednej nocy te magiczne skilsy zniknęły, w zamian za mocarny brzuch szlachcica?
Przez lata patrzyłaś na swoje ciało jako zespół procesów, które jakoś niby funkcjonują, ale w sposób niezależny od Ciebie i w sumie nie wiesz, jak je kontrolować. Nie wiesz, dlaczego nie możesz się schylić i zawiązać butów, dlaczego bolą cię plecy po odkurzaniu, dlaczego jesteś zmęczony po 8 godzinach przy komputerze, dlaczego nie potrafisz zrobić przysiadu na treningu, dlaczego jeździ ci w brzuchu i cały dzień pierdzisz, dlaczego rano bez kawy nie możesz się dobudzić, dlaczego przynajmniej raz w roku jesteś na antybiotykach i skąd ta rozwalona tarczyca, jelita, nadciśnienie, cukrzyca, insulinooporność i inne choroby? Dlaczego to Tobie się przytrafiło!?!?
W sumie nawet chciałbyś, żeby Twoje ciało działało, służyło ci i było sprawne do końca życia (bo z zazdrością patrzysz na uśmiechniętych 60-latków w formie, której Ty nigdy nie miałeś), tylko, czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co zrobiłeś dla swojego ciała, żeby dobrze pracowało dla Ciebie? Czy to jest raczej relacja „biorę, oczekuję, żądam, ale o dawaniu nic nie wiem”. Właśnie to „wiem” jest kluczem do zrozumienia drugiego podejścia do własnego ciała.

2. Ciało to Twoja biografia, którą sam świadomie i kreatywnie tworzysz każdego dnia, od urodzenia po ostatnie tchnienie.

Twoja biografia zaczyna się jeszcze przed porodem i na nią składają się doświadczenia życiowe, codzienne przyzwyczajenia rodziców i cały materiał genetyczny, który od nich dostajesz. Już z mlekiem matki wysysasz (w dosłownym tego słowa znaczeniu) swoje nawyki żywieniowe. Twoje dziecięce ciało jest niezwykle silne, elastyczne i wytrzymałe (pamiętasz zabawy z rodzicem w karuzelę — gdy trzymając cię za ręce, kręcił się z tobą w powietrzu, albo jaskółkę — gdy on leżąc na plecach, trzymał cię na stopach. Ile frajdy i śmiechu wtedy ci to sprawiało. A teraz wyobraź sobie, że w wieku 40 lat, ktoś każe ci kręcić się w zwisie, lub prostować ciało na jednym punkcie podporowym w postaci brzucha. Teraz to się wydaje mniej komfortowe i funny no nie?). W procesie dorastania uczysz się wielu wspaniałych rzeczy: matematyki, języków obcych, całowania i robienia kawy. Od ciebie zależy, czy Twoje ciało również będzie się rozwijało, czy wegetowało gdzieś w zapomnieniu i nieświadomości.

Twoje ciało to Twoja historia, z którą możesz czuć się dobrze, jeśli tylko z należytą uwagą się w nie wsłuchasz. Pępek — wspomnienie Twojej mamy, blizna na łokciu — prawdziwe trofeum, które zdobyłeś, gdy pierwszy raz pokonałeś strach skacząc z drzewa, rozstępy na brzuchy — zupełnie inaczej na nie patrzysz, gdy tulisz swoje dziecko do piersi. Twoje silne i wytrzymałe ciało to dar, z którego możesz korzystać, ciesząc się z silnych nóg, gdy wybierasz schody zamiast windy. Twoje ciało to twoje codzienne wybory. Zdrowe ciało to ciało w ruchu.

Każdego dnia stajesz się lepszy w tym, co robisz i w tym, czego nie praktykujesz. Jeśli czytasz ten tekst, siedzisz zgarbiony na krześle i pijesz colę, Twoje ciało doskonali się w zakrzywianiu kręgosłupa i niszczeniu Twojego metabolizmu. Jeśli czytasz to i spacerujesz w parku, Twoje ciało coraz sprawniej się rusza, Twój umysł odpoczywa, a mózg się dotlenia. Każda Twoja życiowa decyzja odbija się na Twoim ciele. Jeśli od dziś codziennie przez 5 minut będziesz starał się stać na linie, to za miesiąc będziesz po niej chodzić. Jeśli dziś tego nie zrobisz, z każdym dniem będziesz gorszy w obcowaniu z liną. Proste? To zrób przerwę w czytaniu na 2 minuty, rozejrzy się wokół siebie, popatrz na siebie i odpowiedz sobie na pytanie, w czym teraz stajesz się lepszy? Czy jeśli teraz staniesz nago przed lustrem, to potwierdzisz, że Twoje ciało to Ty?

W świadomości ciała jako Twojej historii nie chodzi o estetykę. Branża fitness narzuciła nam patrzenie na ciało przez pryzmat jędrnych pośladków, kraty na brzuchu i wysokich PRów jako wyznaczników, wzorców ciała. To jednak nie ma nic wspólnego ze samoświadomością i traktowaniem ruchu jako dowodu życia. Crossfit, aerobic, taniec, czy nawet joga praktykowane 2,3 razy w tygodniu to jedynie skrawek tego, co możemy nazwać pięknem ruchu. Ponieważ nasze ciała zostały stworzone do ruchu, a nie do siedzenia. Dlatego ruszaj się cały czas, wszędzie, o każdej porze. Niezależnie od tego, czy jesteś stary, czy młody, masz jedną, czy dwie ręce, jesteś kobietą, mężczyzną.

Słuchaj swojego ciała, ucz się swojego ciała, pracuj nad nim i ciesz się nim. Dawaj mu to, co najlepsze, by było świadomie i kreatywnie tworzoną biografią. Twoje ciało to Ty.

Chcesz, ale nie wiesz jak i o co chodzi?
Get In Touch